INFORMACJE PRAKTYCZNE

1.Klimat
Nasza wyprawa miała miejsce w lipcu. Jest to najcieplejszy okres na Bałkanach. Temperatury dochodzą do 40 stopni i słońce obecne jest przez długie godziny. Podczas naszego trzytygodniowego pobytu uświadczyliśmy tylko dwa deszczowe dni. Noce były bardzo ciepłe w związku z czym nawet w cienkim śpiworze bywało za gorąco. Na jesieni na pewno pogoda jest przyjaźniejsza do jazdy na rowerze z sakwami, niemniej noce w górach mogą być chłodne. Jesienią dostępnych jest też więcej owoców rosnących na miejscu: winogrona, mandarynki itp.

2.Ludzie
Ludzie na Bałkanach są bardzo mili, przyjacielscy oraz skorzy do pomocy. Wyjątkiem jest: Chorwacja - tutaj ludzie żyją z turystów i nie mają żadnych oporów w zdzieraniu pieniędzy; Albania - ludzie niechętnie rozmawiają z obcokrajowcami. Poza Albanią nawet jeśli rozmówca nie władał żadnym ze znanych nam języków, to i tak starał się nas zrozumieć, był ciekawy. W Albanii niestety jest inaczej. Jadąc przez Czarnogórę zdarzyło nam się, że zatrzymał się samochód i kierowca podarował nam butelkę wody, bo stwierdził, że musi być ciężko podjeżdżać pod tak dużą górę. Najbardziej gościnnymi ludźmi okazali się mieszkańcy Czarnogóry i Bośni i Hercegowiny.

3.Noclegi
Większość nocy spędziliśmy śpiąc w namiotach na trawnikach przed domami tubylców, w sadach znajdujących się przy drogach lub na dziko gdzie się dało. Jeżeli była taka możliwość, pytaliśmy o zgodę - ludzie nie mieli nic przeciwko temu. Niektórzy oferowali jedzenie lub wodę, raz zdarzyło się, że udostępniono nam łazienkę. W Albanii nie było tak kolorowo - nie mogliśmy się dogadać z miejscowymi i zmuszeni byliśmy do nocowania w motelach.

4.Drogi
Nawierzchnia dróg na Bałkanach jest rewelacyjna, aż przyjemnie się jeździ. Asfalty potrafią prowadzić nawet w wyższe partie gór. Można bez problemu jechać na oponach slickach, np. 1,5". Napotkane przez nas drogi szutrowe też były znośnej jakości. Wyjątkiem była droga do i z kanionu Susicy - wybitnie nieprzyjemna.

5.Kierowcy samochodów
Kierownicy z państw bałkańskich jeżdżą dosyć bezpiecznie. Nie wyprzedzają na trzeciego, nie szarżują, zwalniają przed licznymi zakrętami. Zwyczajem jest, że kierowca samochodu skręcającego za załom skalny trąbi wcześniej ostrzegawczo. Samo trąbienie jest dla mieszkańców Bałkanów pewną formą religii. Zwłaszcza kiedy widzą rower nie potrafią się powstrzymać przed obtrąbieniem go. W większości przypadków jest to przyjazny gest, który niestety potrafi doprowadzić do pasji. W trąbieniu, kiedy samochód wyprzedza już rower, po wcześniejszym cichym podjechaniu do niego, przodują Albańczycy. Jest to o tyle irytujące, że w Albanii samochodów jest bardzo dużo i trąbienie ma charakter ciągły :)
Na bałkańskich szosach spotkaliśmy bardzo niewiele tirów i dużych ciężarówek. Jest to prawdopodobnie spowodowane, że na drogach, po których się poruszaliśmy jest wiele tuneli, niektórych dosyć niskich i wąskich. Gdyby ktoś się wybierał samochodem - stacje miejscami bywają bardzo rzadko, więc lepiej tankować na zapas.

6.Granice
Przejeżdżając przez granice nie mieliśmy praktycznie żadnych problemów. Jako rowerzyści nie staliśmy w kolejkach i odprawiano nas sprawnie. Nie sprawdzali nam bagaży. Bywało, że jednego dnia granicę przekraczaliśmy wiele razy (okolice Neum), ale często nie było posterunków, tylko tablica informacyjna o wjeździe do danego kraju. Nie musieliśmy dokonywać żadnych opłat za przejazd.

7.Pociągi
Jadąc pociągiem międzynarodowym z Warszawy do Budapesztu trzeba pamiętać, że jest zakaz przewożenia rowerów. Wiedząc o tym odpięliśmy koła od rowerów i zawinęliśmy w wojskowe pałatki kupione na allegro za 12 zł/szt. Wychodzi z tego duży, nieporęczny bagaż, ale do pociągu da się wsiąść i konduktor nie robi problemów. Jeżeli robi, to zazwyczaj chodzi mu o łapówkę - trzeba być wtedy stanowczym i domagać się pokazania pozycji w cenniku. W Albanii w ogóle nie można przewozić większych bagaży. Bilet kolejowy w większości krajów jest ważny miesiąc od daty wystawienia (znowu jesteśmy w tyle) i często jest wypisywany ręcznie (nawet międzynarodowy).

8. Miejscowe jedzenie
Będąc na Bałkanach warto spróbować lokalnego specjału - burka, koniecznie z ajranem (słonym jogurtem). Pyszne są też wszelkie ciastka na bazie miodu i migdałów. Jedzenie w albańskich knajpach może skutkować zatruciem i dłuższym przebywaniem w krzakach, o ile się je znajdzie - czasem całe kilometry nie ma gdzie się schować :)

9. Zaopatrzenie w sklepach
Podobne do naszego, z małymi wyjątkami, np. praktycznie nigdzie oprócz Macedonii nie widzieliśmy masła. Wszelkie szampony, mydło itp chemia dostępna jest bez większych problemów, często polskiej produkcji. Nie ma za to nigdzie czegoś takiego, jak zupki chińskie. Sklepy po wsiach to takie ichnie GS'y - można kupić wszystko. Przy drogach czasem stoją sprzedawcy warzyw i owoców. W dużych miastach są też duże sklepy. Generalnie im bliżej Adriatyku, tym drożej. Wyjątkiem jest Albania, gdzie jeszcze wszystko i wszędzie jest tanie. W dużej części sklepów można płacić euro, nawet jeżeli obowiązuje inna waluta. Oczywiście wypada się wtedy trochę potargować. W większych miastach trzeba pamiętać o sjeście, która obowiązuje w okolicy g. 13-15 - większość sklepów i punktów usługowych jest wtedy zamknięta. Ale otwarte są knajpki, w których można się napić kawy-siekiery. Podczas sjesty nie pija się alkoholu. W Bośni i Hercegowinie (kraj w dużej części muzułmański) prawie w ogóle nie jest pijany.

10. Woda
W niższych rejonach górskich nie ma najmniejszego problemu z wodą - co kilka kilometrów przy drodze w ścianie wmurowane są betonowe ujęcia źródlanej wody, czasem woda tryska bezpośrednio ze skały. Oczywiście trzeba się liczyć, że taka woda może zawierać jakieś ameby czy inne cuda, niemniej my ją piliśmy litrami - inaczej się nie da w temperaturze 40 stopni. Człowiek momentalnie wypaca to co wypija. W Albanii również są ujęcia przy drogach, ale wyglądają mniej czysto. Niemniej też piliśmy :) Woda w sklepach, zwłaszcza przy Adriatyku, kosztuje więcej niż coca-cola. W wyższych partiach gór i na wybrzeżu nie ma ujęć wody i trzeba się zaopatrywać w sklepach - jest to problematyczne zwłaszcza w górach - czasem nie ma sklepu przez kilkadziesiąt kilometrów.

11. Bezpieczeństwo
Podczas trzech tygodni podróży nie spotkaliśmy się z żadnym przejawem przemocy czy niechęci. Chyba, że do niechęci zaliczymy reakcję naciągacza w Chorwacji, który zaoferował nam skrawek ziemi pod namiot za 100 euro, a my się popukaliśmy w czoło. Oprócz Albanii ludzie są ciekawi przyjezdnych i próbują nawiązać połączenie. Sami zazwyczaj oferują bezinteresowną pomoc. W miastach Macedonii trzeba uważać na grupy Cyganów - zazwyczaj kręcą się w dużej grupie i lepiej wtedy pilnować rowerów i bagaży.